Beskidy Ultra - Trail®
Beskidy Ultra - Trail®

BUT90, czyli krew, pot i łzy, których nie było

Relacja: Marcin Suski, blog Lepiej Biegać

KREW! BÓL! ŁZY! Esencja dobrej relacji z biegu! No to sorry – ta będzie kiepska! Moje największe wyzwanie tego roku, najdłuższy dystans i największe przewyższenia. Miało być ciężko… miało zmaltretować…sponiewierać i wypluć… miało…  (...) 

 

'Od razu wpadłem w jakieś krzaczory a potem w las, którym zacząłem piąć się w górę na Stary Groń i dalej do punktu w Salmopolu. Między drzewami przebija słońce, jest przyjemnie ciepło … a w Salmopolu czeka najlepsza wyżerka na trasie – oj, jak to motywuje do biegu!

Ok. 09:50 minąłem bramkę, która sczytała mój międzyczas i wpadłem pod namiot z jedzeniem. Idealnie, bo o 10:00 zawsze jem drugie śniadanie! Po blisko 6 godzinach biegu miło jest napić się kawy i zjeść gorący makaron z sosem warzywnym. Potem uzupełniam wodę, łapię gratisowy batonik Nutrend z ze stołu i znowu w drogę. Nie ma na co czekać skoro tak dobrze idzie..... więcej

 

 

BUT 260 – DOTYK CIEMNEJ STRONY ULTRA  - relacja pióra Adasia Prończuka, który BUTa Challenge ukończył w całości ale poza limitem czasu.

To nie jest zwyczajna relacja. To opis emocji znanych tylko długodystansowcom... i każdy, kto podejmuje takie wyzwanie, powinien ją przeczytać...

 

'Od 2 miesięcy cieszyliśmy się z Mateuszem na wspólny start. Po udanym, zakończonym biegu B7S to było w sam raz wyzwanie, bez cienia strachu czy wątpliwości, obaw o rezultat przy odpowiednim, chłodnym, organizacyjnym podejściu do trudności zadania: Beskidy Ultra Trail, trasa BUT 260 Challenge. ....(-) 

Na Baraniej gospodarzy niedźwiedź, niepotrzebnie zauważyłem tablicę z ostrzeżeniem, znowu włosy stają dęba, każdy większy szelest, uciekająca sarna, ślepia odbijające złowrogo od światła czołówki, jakiś ryk tuż obok.

Zastanawiam się co oddam misiowi: żele czy kabanosa :-)......'

 

KAMIEŃ NA KAMIENIU czyli BUT260 - Bartek Karabin, Zwycięzca BUT Challenge 2015 i jego relacja w napieraj.pl

 

'Decyzja o tym, że wystartuję na najdłuższej z tras zapadła już w poprzednim sezonie, kiedy to zmęczony startami w PMnO odpuściłem start w zeszłorocznym BUT-cie. Postanowiłem wtedy tak ułożyć kalendarz na przyszły rok, aby zostawić trochę sił na wrzesień. W tym roku wybrałem więc tylko kilka zawodów, do których się solidnie przygotowywałem, dlatego też mogłem w miarę na świeżo zaatakować BUT-a 260. Po dobrych wynikach startów na 100 km mogłem też podejść do tego wyzwania na luzie. Mówiłem sobie – w tym roku już nic nie muszę. Zrobiłem swoje. Cel – ukończyć w limicie, dobrze się bawić, mieć przyjemność z pokonywania trasy i podziwiać widoki. Tak to miało być w teorii, a jak było? Ciężko, zarówno na podejściach jak i na zbiegach. Kto był na BUT-cie ten wie, że to nie są przyjemne leśne dróżki znane choćby z Kieratu. To strome górskie szlaki usiane głazami i kamieniami. Ale zacznijmy od początku..... '

 

BUT260 - ultra w najcięższym wydaniu - Tadek Podraza, który jako drugi ukończył BUT Challenge 2015, dzieli się z nami swoimi wrażeniami i emocjami 

 

' Start... Na pokonanie 260 km jest tylko 64 godziny. Z jednej strony wydaje się to dużo, ale do tego dochodzi jeszcze ponad 12000 m przewyższenia i zmęczenie, zwłaszcza w trakcie kolejnej  nocy. Wiem że będzie ciężko zmieścić się w limicie, więc zamierzam szybkim równym tempem lecieć już od samego początku. Zazwyczaj już chwilę po starcie widzę tylko plecy innych, tym razem jest inaczej, o dziwo większość pozostała z tyłu.  Rozgrzewka w postaci podejścia pod Klimczok, i ruszam delikatnym truchtem.  Pogoda piękna więc leci się fajnie, kilometry uciekają.  Nadal w zasięgu wzroku są osoby o których myślałem, że dawno mnie zostawią w tyle,  inni z jakiegoś powodu pozostali w tyle. Zmienia się to tuż przed zaporą w Porąbce , kolejne osoby mijają mnie na zbiegu. Świat wraca do normalności .... '

 

JAK PIJANE DZIECKO WE MGLE - relacja Rafała Bielawy, ultramaratończyka który po latach gry w koszykówkę zdecydował się spróbować biegania:

 

'Ruszyliśmy z dziewięciominutowym opóźnieniem, ale co to dla cyborgów. Chciałoby się zaśpiewać: „Było nas trzech…”, tak naprawdę dziesięciu, chociaż później okazało się, że całkowita lista startujących zamknęła się w jedenastu.

Początek spokojny, nikt nie chce ruszyć za mocno. Na czele znaleźli się Laszlo i Balint, ja z Kamilem za nimi i tak do Skrzycznego. Już tam mogliśmy zauważyć, że organizacyjnie miał być to perfekcyjnie przygotowany wyścig. Challenge miał być dziki, miał być mega trudny i… taki był. Organizatorzy postarali się o wszystko z najwyższej półki. Była mgła gęsta jak śmietana, z widocznością do czubka wyciągniętych palców, było chłodno, deszczowo, było błoto, były mokradła i bagna, były szlaki zmienione w rzeki, był przeszywający na wskroś wiatr. Jednym słowem wszystko, co lubią wariaci. I to wszystko za DARMOCHĘ!'

czytaj więcej...

NEWSLETTER

Zapisz się, a będziesz otrzymywać najnowsze informacje o nowych zawodach i wynikach oraz najnowsze aktualności
© Copyright 2015 TEAM 2008
All Rights Reserved.
Wykonanie serwisu: RevolWEB